Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inny ja
Reklama dźwignią handlu
Najgłupsze notki
Sportowe blogi i serwisy
Sportowe filmy
EURO 2012
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Własne Rękodzieło
środa, 18 kwietnia 2012
...czyli kolejny gościnny występ u Michała Pola. Plan doskonały Dźwięk dzwonka komórki rozlegał się w jego głowie i powodował fizyczny ból. Otworzył zaspane oczy i spojrzał na budzik. 3:40 rano. „Kogoś porąbało? Jest sobota” – pomyślał. Złapał leżący na nocnym stoliku telefon i odebrał połączenie. Spodziewał się wiele, ale pytanie, które usłyszał było na szarym końcu tej listy. – Hej, stary, co miałeś z polskiego? *** Lotnisko tętniło życiem. Ledwo dostrzegł kolegę czekającego na niego w punkcie odpraw. Ten z uśmiechem pomachał w jego stronę. Po trwającej minutę odprawie wyciągnął dłoń i po chwili czuł mocny uścisk dłoni przyjaciela. – Powiesz mi, o co w tym wszystkim chodzi? – Zapytał. – Nie żartowałeś z tym polskim, co? – Kolega nie zareagował na jego pytanie. Podniecony przeskakiwał z nogi na nogę. – Są dwie rzeczy, z których nigdy nie żartuję. Pierwsza to język polski, a druga... – To idealnie! Ja z języków zawsze byłem słaby – przerwał mu kolega. – Jedziemy do mnie. *** Siedział przed ekranem komputerowego monitora i oczom nie wierzył. Przeniósł wzrok na kolegę i zdumiał się jeszcze bardziej. Na jego twarzy dostrzegł minę z gatunku „To zajebiste, nie?”. Znów spojrzał na monitor. Czerwony nagłówek, confetti, wzniesiony w geście triumfu puchar, wypisane srebrnymi literami „POLSPORT”. I ten tekst, który budził takie emocje jego przyjaciela. „Idol na tarczy (Konkurs Wielkanocny)”. – Chcesz wziąć w tym udział? – Spytał niepewnie. Ułamek sekundy później poznał po minie pytanego, że trafił w samo sedno. – Potrzebuję kogoś, kto mi to napisze. Przetarł dłonią zmarszczoną od niedowierzania twarz. Wiedział, że nie ma co dyskutować. – To o kim będziemy pisać? *** Nie miał pojęcia, jak dał się w to wplątać. Była niedziela rano. Właśnie wyszli z nocnego klubu i zamówili taksówkę. Czekając na taryfę kolega wylał na dłoń sporą ilość wódki i wtarł ją w kark. Wziął z butelki solidny łyk, przepłukał wódką gardło i zamaszyście wypluł na chodnik. Usłyszeli klakson taksówki. Wsiedli do środka i kazali zawieźć się do domu. Wiedział, czego się spodziewać, więc nie zdziwił się, gdy kolega siedzący na miejscu pasażera zaczął wykłócać się o to, by kierowca nie włączał taksometru. Reakcja kierowcy również go nie zdziwiła. Jego protest urwał się w pół słowa, gdy niesforny pasażer zaczął siłować się z taksometrem próbując go wyrwać. – TMZ 90210 do bazy – usłyszeli niemieckie świergotanie kierowcy. – Wezwijcie policję na Betrunkenpolenstrasse, mam tu jednego ancymona. *** Sala na izbie wytrzeźwień była po niemiecku czysta. Pozwolili mu wejść na chwilę do kolegi, który leżał teraz przywiązany do łóżka. – Zapamiętałeś wszystko? – Zapytał kolega. – Trudno będzie mi kiedykolwiek zapomnieć. Sławek, jesteś pewien, że to był dobry pomysł? – Dobry, Wasyl. Świetny! Opisz wszystko, wyślij do Pola, nagroda nasza. I jeszcze jedno. Zadzwoń do Grajewskiego, będzie wiedział co robić. Czeka na znak od ciebie. – OK. – Leć już... A, słuchaj! Mówiłeś na lotnisku, że nigdy nie żartujesz z dwóch rzeczy. Jaka jest ta druga? – Spodenki – odparł Wasyl ze śmiertelnie poważną miną.
czwartek, 29 grudnia 2011
Skorzystałem z okazji i wystartowałem w tradycyjnym już Gwiazdkowym Konkursie Literackim organizowanym przez Michała Pola. Polegał on na: Opiszcie te jedną akcję z meczu, która siedzi Wam w pamięci, którą wyrecytowalibyście wyrwani ze snu w środku nocy, gdyby ktoś kazał Wam opisać najpiękniejszą futbolową akcję jaką kiedykolwiek widzieliście, na żywo czy w telewizorze. Akcja, której wspomnienie nadal powoduje ciary na plecach i rozszerzenie źrenic. Niech to będzie akcja, po której padł niesamowity gol, albo gol, który zmienił historię futbolu, albo też akt pomroczności jasnej, która dopadła piłkarza niczym Zinedine Zidane’a w finale mistrzostw świata 2006, albo parada bramkarska, która nie miała prawa się udać, a jednak! Jak ktoś ma ochotę zagłosować (niekoniecznie na mnie ;) ) to może to zrobić TUTAJ. Zanim klikniecie przeczytajcie czy w ogóle mielibyście ochotę na mnie zagłosować :) Natenczas Wolski Natenczas Wolski dostrzegł piłkę całkiem blisko Lecącą przed nim krągłą, nabłyszczaną, śliską Co kozioł robiąc jeden na gładkiej murawie Tu przed nim się zjawiła tuż przy nodze prawie. Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha Zupełnie się wyłączył, nikogo nie słuchał I przyjął: piłka w górę lekkim leci łukiem, By spaść znów na murawę z niesłyszalnym stukiem. Zamarli wnet obrońcy trójmiejskiej drużyny Widząc próbkę techniki z najwyższej wyżyny. Młodzieniec cały kunszt swój, którym w szkółce słynął Miał zamiar tu pokazać, a że się rozwinął, To wkrótce stadion cały już na nogach stoi – Kibic Legii się cieszy, a Lechii się boi. Bo w ruchach pomocnika potencjał był wielki I widać, że się składa żwawo do angielki. Stał przed nim tylko jeden przeciwny obrońca, Co walczyć – Wolski wiedział – już będzie do końca. I zaczął, przez chwil kilka wszystkim się zdawało, Że Wolski się pogubił lecz tak się nie stało. Podbił piłkę angielką, a piłka leciała Tam, gdzie noga Wolskiego dokładnie zechciała. Skręcając chyżo w lewo przed obrońcy wzrokiem, Którym był Chorwat Vućko. Łypał tylko okiem. Próbował coś zaradzić lecz szybkość Wolskiego Sprawiła, że nadziei nie było dla niego. I minął, przez chwil kilka wszystkim się zdawało, Że Wolski się pogubił lecz tak się nie stało. Posłuszny jego nodze kulisty płat skóry Był tam, gdzie powinien po koźle do góry. Znów kozioł, Wolski blisko do piłki się skrada Gotowy, by za chwilę nowy kurs jej nadać. I składa się do strzału, bić chce z półwoleja Szczególnie, że dla piłki prosta jest aleja. I strzelił, przez chwil kilka wszystkim się zdawało, Że Wolski się pogubił lecz tak się nie stało. Kierunek, który nadał był tak doskonały, Że wkrótce eksplodował Legii stadion cały. Zanim golkiper upadł piłka od poprzeczki Wpadła w ramiona bramki jak swojej mateczki. Wolski z uśmiechem dumy bijącej z oblicza Zerwał się biegnąc w prawo wprost na Radovića. Ten rzucił się na szyję i zdusił do dołu Za chwilę przy nich byli koledzy z zespołu. A z trybuny zagrzmiało tysiące oklasków, Tysiące powinszowań i wiwatnych wrzasków. Uciszały się z wolna, bo gol jak marzenie Padł kilka sekund temu na Pepsi Arenie. Nie tylko w oczach fanów to niedowierzanie Kwitło na widok tego, co Wolski był w stanie. Do przeciwległej bramki, wierzcie moim słowom, Wracał zdumiony Kuciak potrząsając głową. Minęło sekund kilka, przebrzmiały wiwaty Grę Lechia znów wznowiła – dostawała baty. Mecz skończył się wynikiem trójeczka do jaja, A o akcji Wolskiego jeszcze dziś się baja. Wystarczy klików kilka, by móc na jutubie Sobie ją pooglądać – jest w wyników czubie. Powstał także poemat na cześć tego gola Napisany na konkurs u Michała Pola.
czwartek, 22 września 2011
poniedziałek, 28 marca 2011
Gorący temat dzisiejszego dnia to orgia, jaką prawdopodobnie urządzili sobie piłkarze reprezentacji Polski. Mimo ogłoszonego bojkotu mediów, selekcjoner Franciszek Smuda postanowił udzielić kilku słów komentarza blogowi Mundialowo i programowi Cafe Futbol: Był to na pewno pierwszy, a być może nie ostatni odcinek z cyklu wywiadów pt. "Wyrwane z kontekstu".
piątek, 25 marca 2011
środa, 09 marca 2011
Przerażenie 1: Najlepsi obrońcy Barcelony, czyli Puyol i Pique oglądali wczorajszy mecz z Arsenalem z wysokości trybun. Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały ich miny, gdy Arsenal za sprawą samobója Busquetsa zdobył bramkę na 1-1. Przerażenie 2: ![]()
poniedziałek, 15 listopada 2010
Okrągli jak piłka, odc. 1 - Egzamin Okrągli jak piłka, odc. 2 - Słowacka niespodzianka Dramatis personae: Grzegorz Lato - Prezes Zdzisław Kręcina - Sekretarz generalny Szeregowi Pracownicy PZPN 1, 2 Koryfeusz - Narrator i Chór z nim Rzecz dzieje się w kwaterze głównej PZPN. KORYFEUSZ Zalały confetti i korki z szampana Budynek kwatery od samego rana. Na wieść, która przyszła z niedalekiej Grecji, Zaśmiały się twarze sprzątaczek, dyrekcji. A dzień piętnastego w swoim brudnopisie Zakreślił czerwonym długopisem Zdzisiek. Radość ogarnęła piętra bez wyjątku, A każdy świętował razem lub sam w kątku. Szampan, kawior, pasztet doniósł wnet catering I zaczęto jubel równo na trzy cztery. Jeden tylko członek pilną pracę kończył I nie mógł do reszty od razu dołączyć. Na tablicy z korka, co ze ściany zwisła Przypinał literki pełen pasji Zdzisław. A tęże literki mu się układały W "Jacek Gmoch to jest to!" - napis wręcz wspaniały. Na gazetce ściennej w formie z gazet ścinek Ułożył biografię fachury od minek. Gdy tak je przypinał z pełną pasji miną Jeden z pracowników zza węgła wychynął. PRACOWNIK PZPN-u Cóż to sekretarzu, wy nie świętujecie? Zostawcie wycinki, może se coś zjecie? ZDZISŁAW KRĘCINA Zaraz do was przyjdę, tylko skończę dzieło. PRACOWNIK PZPN-u Ciekawe co o tym powiedziałby Leo. Kpił z naszych trenerów, śmiał się do rozpuku, Często porównywał wszystkich do nieuków. ZDZISŁAW KRĘCINA Teraz jego chłopcy dziesięć w zad dostają, Więc on się okazał, że jest miękką fają. Jacek zaś do Ligi Mistrzów dzisiaj trafił I jeszcze pokaże wszystkim co potrafi! PRACOWNIK PZPN-u 1 Idę na kawiora, przyjdź do nas nim zjemy. ZDZISŁAW KRĘCINA Spokojnie, za chwil parę razem świętujemy! KORYFEUSZ Nic nie wskazywało, że nastrój ochłodzi Choćby jedna dziegciu łyżka wlana w miodzik. Nikt się nie spodziewał, że jest ktoś co wcale Nie cieszy się z newsa i ma jakieś ale. Lecz nastrój radosny zmącić wkrótce miało Nadejście prezesa - co szybko się stało. Stanął wściekły w hallu i spode łba spojrzał, Kręcina go pierwszy w takiej pozie dojrzał. Zanim jednak zdołał wykrztusić choć słowo, Wnet przestało w hallu być bardzo różowo. Zagrzmiał prezes Lato, echo wtórowało. PRACOWNIK PZPN-u 2 O rany, prezesie! Czyżby coś się stało?! GRZEGORZ LATO Co to za impreza?! Kto na nią pozwolił?! Jazda wszyscy w teren, hajda młodzież szkolić! Żeby był choć powód do imprezowania, Przynajmniej zwycięstwo w końcu kadry Frania! To wtedy pasztety i inne specjały Zamówię wspaniałe, aż wam wyjdą gały! ZDZISŁAW KRĘCINA Szefie, nie słyszałeś? Gramy im na nosie - Jest od dzisiaj Jacek w Panathinaikosie! Posadę trenera dostał tam od rana, Jeszcze nie dotarło to info do pana? Od teraz pismakom wetkniemy do krtani Opinie o PMS-ie, żeśmy są przegrani! Że naszych trenerów nikt nie chce na świecie. Bo to jest nieprawda najprawdziwsza przecie! KORYFEUSZ Spojrzał na Zdzisława, prezes jak na wroga, A na jego tyłku zlądowała noga. Zasadził mu kopa jak Brazylii gola, Zdzich się tylko zdziwił i z bólu zawołał. ZDZISŁAW KRĘCINA Za co? GRZEGORZ LATO A za jajco! KORYFEUSZ Prezes odpowiedział. Dlaczego wnerwiony, tylko on to wiedział. Lecz wkrótce tą wiedzą podzielił się z gronem, Które się zebrało wokół zadziwione. GRZEGORZ LATO Przez lata na opinię, często w pocie czoła, Każdy z naszych coachów usilnie pracował. PMS jest znany od Azji po Katar, Ceni nas ogromny kawał tego świata. I nie po to fama o naszych trenerach Rozeszła się w eter, żeby właśnie teraz Jeden z naszych ludzi objął marny klubik. Powiedzmy to szczerze: Jacek się pogubił! Co innego Inter, Real, Barcelona To są kluby dla nas - takie bym świętował! A posada w Grecji, w Koniczynkach nawet Napełnia mnie tylko nieskończonym żalem. Widzę jednak po was, że w opinii waszej Jacek odniósł sukces. Powiem wprost: To straszne! Nie po to polski trener najlepszy na świecie, Żeby po ateńskiej ciorać się kuwecie. Da im Barca zaraz mocno do wiwatu, Takiego trenera pokażemy światu! Patrzę w wasze twarze, że nie rozumiecie. Zaraz się załamię, że tu świętujecie. Wiadomość o Jacku to powód do żalu, Nie waham się nawet mówić o skandalu! Brać tak marnej fuchy naszym nie wypada... Do diabła! Już z wami nie chce mi się gadać. Zwijajcie manele, kawior do lodówki, Z pensji zaraz utnę każdemu dwie stówki. KORYFEUSZ I tak prezes Lato zepsuł nastrój święta. Każdy polski trener niech zaś zapamięta: Lepiej bąki zbijać w gabinetów cieniach Niźli w marnych klubach fachowość rozmieniać. A póki nie można Barcy potrenować, Nie jest żadnym wstydem w PZPN pracować. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||