O tym, że właśnie dzisiaj (24 lipca AD 2011) Stadion Narodowy otworzy swoje podwoje dla społeczeństwa dowiedziałem się jakiś tydzień temu. No i już wiedziałem, że żal nie skorzystać z okazji.
O tym, że wiele osób pomyślało tak samo jak ja przekonałem się już na przystanku tramwajowym pod domem. Było trochę po dziesiątej (czyli godziny rozpoczęcia zwiedzania), a na przystanku przynajmniej połowa osób ruszała w +/- godzinną drogę na Narodowy. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się takiego pospolitego ruszenia. Po przyjeździe pod stadion okazało się, że w jego okolicy czekają tłumy. - Widzisz, Asiek - rzuciłem do Aśka - co najmniej 3/4 z tych wszystkich ludzi tutaj, gdy w telewizji widzi piłkę nożną to krzyczy, żeby przełączyć na serial.
Mimo sporej rzeszy ludzi kolejka w stronę Stadionu i z powrotem poruszała się sprawnie i w zasadzie nie było żadnego problemu z dostaniem się na betonową płytę. No może tylko pod koniec. Później, gdy tłum trochę zgęstniał, pewnie było trochę ciaśniej, ale w okolicach 11 nie było na co narzekać.
O samym Stadionie w zasadzie nie ma co pisać - wszystko widać na zdjęciach. Fajnie było się poprzechadzać między wystawami i telebimami, popstrykać fotki ku pamięci, posłuchać paru wywiadów i wyjść. Frajda na maks pół godziny. To nie żaden minus - po prostu, stadion jest do grania w piłkę/oglądania tego grania. A co do samego Stadionu to szczerze powiedziawszy myślałem, że jest większy, ale też trudno oceniać bez możliwości wejścia na najwyższy poziom trybun i ogarnięcia całości stamtąd. Na pewno będzie jeszcze ku temu okazja.
Oprócz oglądania z płyty można było sobie zasiąść w jednym z sektorów, ale kolejka do tego była zbyt długa i nie chciało mi się w niej stać.
Reasumując - przyjemna atrakcja na niedzielne południe, ale jeszcze fajniej będzie, jak Stadion już zostanie ukończony. A do tego to jeszcze trooochę brakuje.
Czas na foty. Foty (c) ja i Asiek :)