Trwa "korespondencyjny pojedynek" (nie chce mi się tłumaczyć zawiłości sprawy i powodów cudzysłowiu szczególnie, że sporo z tego polskiego kibica nie obchodzi :) ) w polskiej grupie Ligi Mistrzów. Jest przerwa. Borussia Dortmund musi wygrać czterema bramkami z Olympique Marsylią, a Arsenal nie może przegrać z Olympiakosem - a to po to, aby piłkarze z Dortmundu grali dalej w LM (Arsenal już z grupy wyszedł). Borussia zaczęła dobrze, strzeliła dwie bramki (jedną z nich Błaszczykowski po asyście Lewandowskiego), ale chyba dowiedziała się, co się dzieje w Pireusie i zrezygnowana straciła bramkę do szatni.
A w Pireusie dzieje się tyle, że Olympiakos wygrywa już 2:0. Bramki puścili Fabiański i Mannone, który zastąpił Polaka w 25 minucie - Fabiański doznał kontuzji kolana. Gol puszczony przez Mannone wyglądał tak:
Jeśli zaś chodzi o "gola Fabiana" to puścił go w swoim stylu. Wyszedł z bramki i doszedł do wniosku, że stanie w połowie drogi.
Jak się to wszystko skończy dowiem się jutro, bo spadam od kompa. W końcu chyba po emocjach. (A jeśli nie to to zdanie przejdzie do historii Mundialowa ;) )