| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Inny ja
Reklama dźwignią handlu
Mecze na żywo
Najgłupsze notki
Sportowe blogi i serwisy
Sportowe filmy
EURO 2012
Tagi
sobota, 23 marca 2013

Ulubiona piosenka polskich kibiców po raz nie wiadomo już który rozbrzmiewa od wczoraj sarkastycznie od najmniejszych wsi po największe miasta. Jak dla mnie, nigdy wcześniej nie była aż tak bliska prawdy jak teraz. Jak dla mnie.

Nie dlatego, że uważam iż naszych kopaczy trzeba wspierać i podnosić na duchu. Poklepywać po plecach i czyścić im korki, żeby nie musieli się schylać. Mówić "nie martwcie się, jutro będzie lepiej" i dorzucić kaski, żeby sobie mogli pierwszą klasą Dreamlinerem do domku wrócić (pun intended). Nie dlatego. Powód, dla którego "Nic się nie stało" brzmi mi dzisiaj jak hymn jest prosty - rzeczywiście nie czuję się jakby coś się stało. Jeszcze niedawno emocjonowałem się meczami naszych i wkurwiałem po porażkach. Miałem ochotę wypunktować na gorąco laickim okiem co wg mnie było źle i natrząsać się ze wszystkich grajków i każdego z osobna. Wskazywać, że gdzieś powinien zagrać ktoś, a ten co zagrał nie ma honoru, bo ja na jego miejscu bym harował. A wczoraj nic. Porażkę z Ukrainą przyjąłem z nieznośną lekkością bytu, a pierwsza połowa w wykonaniu obu zespołów dostarczyła mi niebywałej wprost rozrywki. Dalej uważam, że to jedna z najbardziej szalonych i rozrywkowych połów piłkarskiego meczu, jaką kiedykolwiek widziałem. A w połowie drugiej bardziej było mi żal tego, że już nie ma rozrywki, a jest tylko leniwe dobijanie koni. Bynajmniej nie porażki przekreślającej nasze szanse na awans gdziekolwiek.

Od wczoraj kraj wrze. Internet się śmieje, kibice żartują z dupy Koseckiego, tzw. eksperci szukają winnych porażki i punktują co było nie tak. Dostaje się trenerowi, dostaje się piłkarzom, dostaje się prezesowi, a w końcu dostaje się też PZPN-owi. Dostaje się wszystkim równo i zapewne do końca zgrupowania nie przestanie. W jakim celu? ja się pytam. Czy nagle Błaszczykowski i spółka staną przed kamerami i powiedzą "Jesteśmy beznadziejni, wstyd nam, zarobki z ostatniego miesiąca oddajemy na fundację Maciuś", a kibice im wybaczą? NIE. Trener Fornalik dozna olśnienia z zasłoniętych dla nas wczoraj dachem niebios i zmontuje drużynę, która zacznie wygrywać mecz za meczem? NIE. Kołtoń i Kowalczyk zostaną współselekcjonerami i pod ich fachowym okiem żaden zasługujący na grę piłkarz już nie zostanie w domu? NIE. Okaże się, że ligowcy z Podbeskidzia i innych Koron są lepsi od naturalizowanych Francuzów i Niemców, których nie chcą nawet do reprezentacji Niemcy 7? Nie. Obraniak i Lewandowski przed kamerami pocałują się siarczyście i wyznają sobie dozgonną miłość? KURWA, NIE!

To co robić? Nie robić nic. Zostawić tę reprezentację samą sobie i niech w niszy ciszy za pieniądze PZPN (bez sponsorów, żeby nie przypominali o nich w przerwach reklamowych między "M jak Miłość", a "Tomasz Lis na żywo") próbuje wrócić do dawnej świetności. Nie mędzić mendzić im, nie interesować się nimi, olać, nie wysyłać dziennikarzy na zagraniczne zgrupowania, żeby śledzili każde ich kopnięcie w trybuny, nie zazdrościć zarobków (trzeba było zostać piłkarzami skoro to takie proste; są jelenie, którzy chcą im płacić, to piłkarze byliby kretynami, gdyby powiedzieli: "nie, chcemy grać za średnią krajową"), nie zadawać w kółko tych samych pytań, na które odpowiadają w kółko tymi samymi banałami (wystarczy wziąć wypowiedzi przed i po meczu takiego Błaszczykowskiego, wstawić między nie dowolny przerąbany mecz z ostatnich lat i zaręczam - będą pasować jak ulał), zignorować całkiem. Może westchną "uff, w końcu spokój, można bez strachu przegrywać i wracać do lig, gdzie zapierdalać trzeba", może nagle zacznie im brakować natrętnych dziennikarzy, na których non stop się irytują (jeśli za coś podziwiam Błaszczykowskiego to za siłę, którą potrafi w sobie znaleźć, żeby w kolejnych wywiadach nie powiedzieć tego, co leży mu na kapitańskim sercu, czyli swojskiego, żołnierskiego: SPIERDALAJCIE!), może nie zmieni się nic - obojętne. Ważne, że my będziemy zdrowsi, spokojniejsi, bardziej uśmiechnięci i mili dla otoczenia.

A jak z tej ciszy i zapomnienia coś się urodzi, selekcjoner poukłada wszystko jak należy, bo będzie mógł sobie bez strachu przed publicznym linczem układać ile wlezie, a piłkarze znajdą się nie wiadomo gdzie, lub sobie ich wychowamy od małego - i wtedy ta reprezentacja dobrze zagra 10-15 meczów z rzędu, to może, może wtedy zasłużą sobie znowu na naszą uwagę.

Bo oczywiście możemy narzekać, przeklinać, wyśmiewać się, atakować, kpić, pomstować tak jak to robimy teraz, ale przykro mi, to akurat nie zmieni nic. 

czwartek, 03 stycznia 2013

Dramatyczne próby ratowania Mundialowa czas rozpocząć. Żaden z pomysłów na trwanie bloksowej wersji bloga na razie się nie sprawdził, więc może decyzja o przenosinach na fejsa coś w tej kwestii zmieni. Nie wiem, lepszy rydz niż nic przecież. Fejsem operować łatwiej - to plus. Minus taki, że pewnie wielu z Was nie uznaje fejsa i nawet tam nie zagląda.

No ale z dwojga złego - i tak nie mam czasu (siły), żeby sportowo blogować, więc albo strzał w łeb albo strzał w stopę (obrazowo sprawę ujmując :) ). To nie koniec bloga, co najwyżej ewolucja (cofanie się w rozwoju powie pesymista), która być może kiedyś - wcześniej lub później - zakończy się powrotem do korzeni. Zobaczymy.

 

 

Tagi: Facebook
19:02, quentiin , Różne
Link Komentarze (10) »
wtorek, 11 grudnia 2012

W WL* grało ludzi sporo,
Ale tym najświetniejszym wśród nich był Yavoro
(Yavor przez całe lato nie wiedzieć gdzie bawił,
Lecz gdy przyszło zwyciężyć bez słowa się zjawił).
Wiedzą wszyscy, że nie ma lepszego taktyka,
Który zgrabnie oceni jakość zawodnika.
Lecz proszą, żeby zagrał, a nuż im się uda,
Bo nawet w Lidze Mistrzów zdarzają się cuda.
On wzbrania się, powiada, że umysł zgrubiały,
Odwykł od gry, czai się, że niby nieśmiały
Kłaniając się umyka; Escefau to widzi,
I prosi na kolanach - tego się nie wstydzi.
Myszkę komputerową podaje mu w dłoni
Mija chwila, Yavoro więcej się nie broni.
Wnet dołącza do ligi prywatnej blogerów
Tworzy ekipę Robsons i siada u sterów.
I z dumą; jak weteran w służbę powołany,
Yavoro już się cieszy na łomot spuszczany.
I śmieje się, choć myszki dawno nie miał w dłoni,
Bo poczuł, że współgraczy nic już nie obroni.
I zaczął. Śmiech na sali rozlega się cichy,
Wybrani przezeń gracze mają poziom lichy.
Ucichły śmichy-chichy na koniec kolejki,
Bo punktów uzbierali zasób całkiem wielki.
A potem dzięki zmianom co tydzień natchnionym
Szybko został Yavoro Liderem ochrzczony.
I już do końca rundy pozostał na tronie,
Dlatego Quentin teraz pisze strofy o Niem.
Taka była nagroda - potu kropel warta,
Lecz nie dla Q-ekipy, która była czwarta.

*Wygraj Ligę 

14:50, quentiin , Różne
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 26 listopada 2012

Kamil Grosicki zdobył swojego drugiego gola w obecnym sezonie w barwach Sivassporu. Zespół Polaka wygrał 4-2 (3-0) w spotkaniu 13. kolejki tureckiej ekstraklasy z Kayserisporem. Reprezentanta Polski w 88. minucie zmienił Hayrettin Yerlikaya.

(od 22. sekundy)



niedziela, 18 listopada 2012

Był kiedyś taki reprezentant Polski ;)

AÉK (Ateny) pokonał 4-0 (2-0) AS Véria w 11. kolejce greckiej ekstraklasy. Bramkę dla gości z rzutu karnego strzelił Roger. 30-letni pomocnik zszedł z boiska w 79. minucie, gdy zmienił go Kóstas Kotsarídis. To jego pierwsza bramka w sezonie.

Tagi: Grecja
20:35, quentiin , Nasi
Link Komentarze (2) »