| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Inny ja
Reklama dźwignią handlu
Mecze na żywo
Najgłupsze notki
Sportowe blogi i serwisy
Sportowe filmy
EURO 2012
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bramki | EURO 2008 | EURO 2012 | Filmy | Mecze | Moim okiem | Nasi | Obcy | Olimpiady | Różne | Wpadki
RSS
niedziela, 20 maja 2012

Roku pańskiego 2012 wróg napadł na Polskę z kraju... wróć, z krajów sąsiednich: (EDIT: A NIE, KURDE, NIE ZROZUMIAŁEM! Oni z pomocą przecież lecą!)



EDIT:
W takim razie nie mam pojęcia kto na nas napadł :)

...tak rozpoczyna się piosenka, z którą "Koko Koko" nie ma żadnych szans:



W utworze powyższym została wykorzystana m.in muzyka Francoisa Chopina:



piątek, 18 maja 2012

I to nie byle jaki idol. Nie pierwszy z brzegu Ziutek, który uzbierał na Facebooku tysiąc fanów, czy posiadacz fanklubu w Pcimiu Dolnym. Wręcz przeciwnie. Człowiek, którego kochają miliardy na całej kuli ziemskiej (ma też podobno swoich fanów w kosmosie), a sam Brad Pitt mógłby nosić za nim scenariusze. Boski Shah Rukh Khan!

Jaką dyscyplinę sportu uprawia ten cały Khan? zapytacie pewnie. Ostatnio widziano go grającego w hokeja na trawie, ale tak naprawdę nie jest ani zawodnikiem, ani trenerem, tylko bollywoodzkim aktorem, którego jeden film każdorazowo ogląda więcej widzów niż wszystkie polskie filmy po wojnie do kupy wzięte. Czemu więc piszę o nim tutaj? Otóż Shah Rukh Khan jest współwłaścicielem krykietowej drużyny Kolkata Knight Riders, a w tytułowe tarapaty wpadł podczas niedawnego ligowego meczu krykieta.

Wszystko zaczęło się dobrze. KKR solidnie dołożyli przeciwnikom z drużyny Mumbai Indians (Indians :)) ):



Dzięki temu zwycięstwu KKR spokojnie awansowali do play-offów, a MI będą jeszcze musieli wygrać swój ostatni mecz, żeby też być spokojnym awansu. Zanim jednak pogasły światła na stadionie, emocje po raz kolejny sięgnęły zenitu, gdy na murawę wkroczył sam właściciel Shah Rukh Khan i zaczął przepychać się z przedstawicielami związku krykietowego i sędziami. Dlaczego? Oficjalny powód tych przepychanek jest taki, że Szaruka zdenerwowało zabronienie mu wykonania po stadionie honorowej rundki z okazji zwycięstwa swojej drużyny. Co więcej, wg zastępcy komisarza miejscowej policji aktor był pijany i rzucał w kierunku oficjeli wyrazami powszechnie uważanymi za obelżywe.

- Shah Rukh był pijany - powiedział zastępca komisarza. - Czuć było od niego alkohol, choć nie spożywał go na stadionie Wankhede (gdzie odbywał się mecz - SRK nie było na meczu, pojawił się dopiero pod koniec). To nie przestępstwo (choć, jak można wyczytać przed bollywoodzkimi filmami - alkohol zagraża zdrowiu), ale sponiewieranie i lżenie oficjalnych przedstawicieli związku krykieta już tak.

Powyższą wersję wydarzeń mają potwierdzać Taśmy Prawdy :) które ukazały się w internecie po meczu. Zawierają zapis audio całego zdarzenia:



Ktoś: Wezwijcie policję. Zabierzcie go stąd!
SRK: Kto kazał mnie stąd zabrać? Powiedzcie mu, żeby się, kurwa, zamknął i nie mówił do mnie tym tonem. Kimkolwiek jest, powiedzcie mu, żeby nie mówił do mnie takim, kurwa, tonem.
Ktoś: Nikt nic nie mówił, spokojnie.
SRK: Coś ty powiedział? Chcesz mnie uderzyć?
Ktoś: A powinienem? Nie gadaj tyle.
SRK: Ej, ty, chodź tutaj! Powiedz mi to w twarz, a nie chowaj się za ludźmi.
Ktoś: Ty pijaku.
SRK: Masz odwagę stanąć przy mnie, ty w żółtej koszulce! Zabiję cię na miejscu!

Tyle wersja oficjalna. Z lekka inaczej przebieg całej sytuacji przedstawia Shah Rukh Khan, który spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej:



Aktor nie zaprzecza, że sponiewierał kilku oficjeli, ale twierdzi, że nie był pijany. Co więcej, jego złość spowodowali porządkowi, którzy zachowywali się niewłaściwie w stosunku do dzieci aktora (i innych latorośli z nimi będących), po które ten przyszedł po meczu.

Ciąg dalszy z pewnością nastąpi. Jak zwykle w przypadku SRK opinia publiczna podzieliła się na dwa obozy i ostrzeliwuje się nawzajem z góry upatrzonych pozycji. Jedna strona barykady jest przekonana o świętości aktora i pewna prawych pobudek, jakie przyświecały mu podczas całego zdarzenia. A druga nie. A w oczekiwaniu na finał na Shaha Rukha póki co zostają nakładane kolejne dożywotnie zakazy wstępu na stadion (choć zostaną zniesione, jeśli aktor przeprosi za swoje zachowanie).



EURO 2012 za pasem. Jeśli pod którymś ze stadionów zobaczycie Szaruka to uważajcie. Ten kibol jest niebezpieczny! :)

czwartek, 17 maja 2012

Najpierw pozwolono pić piwo, a teraz:



poniedziałek, 14 maja 2012

Zdaje mi się, czy głowa Adamiakowej jest wklejona komputerowo? Normalnie CGI Biedronki jak z Hollywood!



I jeszcze dwie słuszne uwagi z komentarzy pod tą reklamą:

- troche glupie zakonczenie, moglaby po prostu strzelic bombe po widłach i tyle xD
- ...dupa tam ! przeciez Adamiakowej nie powołał !!

niedziela, 13 maja 2012

Co na to Neuer? ;P

W finale Pucharu Niemiec Borussia Dortmund pokonała Bayern Monachium 5:2 i zdobyła podwójną koronę. Ogromny wkład w zwycięstwo mieli Polacy. Robert Lewandowski strzelił trzy bramki, Kuba Błaszczykowski asystował przy pierwszej bramce i wywalczył rzut karny, a Łukasz Piszczek dołożył asystę.





wtorek, 08 maja 2012

Mierzyli się wszyscy, pora bym i ja się zmierzył z tym problemem. Szczególnie że od kilku dni próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie postawione w tytule i chyba wciąż nie potrafię. A może po prostu odpowiedź jest przewrotna i Koko nie jest ani spoko ani niespoko?



Kilka faktów jest niezbitych. Wyboru piosenki ani kadry nie oglądałem. Nie z powodu bojkotu, ot tak samo wyszło. Mignęło mi tylko kilka ujęć wśród których były słynne już na cały kosmos Jarzębiny. Pomyślałem sobie, że to taka część programu artystycznego TVP i nawet do głowy mi nie przyszło, że piosenka startuje w konkursie. Folklor, babcie w zapaskach, wieś tańczy i śpiewa. Tym większe było moje zdziwienie, gdy Koko zwyciężyło zostawiając w pokonanym polu m.in. Feela i Wilki jakieś.

Nie miałem wtedy wątpliwości, że to obciach i kolejna Eurożenuła. Zarzuciłem piosenkę na Mundialowo i zawezwałem do jej hejterzenia.

Zanim pojawiły się pierwsze komentarze przyszła refleksja. Że przecież to nie jest takie do końca beznadziejne, że wpada w ucho, że mimowolnie sobie Koko nucę (nucę do tej pory, ale sam już nie wiem czy to dlatego, że wpadło mi w ucho, czy po prostu trudno się od niej uwolnić i jest wszędzie). A potem były komentarze pod "Hejtnotką", z których wynikało, że nie ma co hejterzyć i nie ma co udawać, że się wyżej sra niż dupę ma. Nie zdziwiły mnie, bo zacząłem podzielać tę opinię.

Niezależnie jednak od wszystkiego z Koko problem jest. A właściwie to dwa poważne. Pierwszy taki, że to tak naprawdę najgorszy z możliwych wyborów piosenki na Euro, jakiego telewidzowie mogli dokonać. Z prostego powodu - bo choć dość łatwo tego wyboru obronić i zawsze znajdzie się ktoś, kto racjonalnie poprze Jarzębinki, to piosenka i wykonawczynie dają w zasadzie nieograniczone możliwości demoto i jutubowotwórcze. Załóżmy, że wygrałby Feel. Pokręcilibyśmy nosami, że piosenka smętna i że Polacy nie potrafią pisać piosenek i koniec. Przyzwyczaiła nas do tego Eurowizja. A Koko? Tutaj można się czepiać wszystkiego od przaśności po zmartwienie czy aby wszystkie sympatyczne panie dożyją do turnieju. No i mamy to co mamy - od tygodnia nie mówi się o niczym innym, a na każdy głos obronny pojawiają się cztery nowe filmiki na YT i pięćdziesiąt demotów na kwejkach, mistrzach i innych pierdach. I, kurczę, nie sposób się z nich nie śmiać. Gdyby choć można było powiedzieć, że to żałosne, ale nie. Sporo z nich autentycznie śmieszy i trafia w sedno.

Ale to i tak pikuś w porównaniu z drugim poważnym problemem z Koko, która, jakby nie było, jest piosenką piłkarską, czyli z założenia zagrzewającą do walki. Nie kibiców, bo oni kibicować potrafią bez lat treningów, ale piłkarzy, którzy na murawie mają zostawić serce i przynajmniej jedno płuco. Dawno już temu Woody Allen powiedział, że nie może za dużo słuchać Wagnera, bo od razu ma ochotę najechać na Polskę. I to chyba idealna definicja piosenki piłkarskiej/sportowej/łotewer. O co chodzi bardzo łatwo sprawdzić. Wystarczy puścić sobie bez dźwięku Rocky'ego biegnącego po ulicach Filadelfii. Nuda.



Wyobraźmy sobie teraz 85 minutę trzeciego meczu Polaków na ME. Remisujemy 0:0, musimy wygrać, żeby przejść dalej. Oddychamy rękawkami. Lewandowski stoi podparty o kolana i próbuje znaleźć oddech. Dał już z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej, ale wie, że musi wytrzymać te 5 minut plus czas doliczony. Wytrzymać i do tego strzelić bramkę (no bo przecież nie Brożek...:P). Zamyka oczy, a nagle w uszach zaczyna mu dźwięczeć kokokokoeurospoko... Zapomnijcie o trzech punktach w tym meczu, no chyba, że w żyłach Roberta płynie trochę gruzińskiej krwi i potrafi się zmobilizować jak Sakaszwili słysząc "Gruzinie chwyć za miecz". No tak, tamta muzyka nie porywała, ale przynajmniej tekst był bojowy. A w Koko? Poracha na całej linii. Zamiast motywować - demotywuje. "Wygrać im się uda, ucieszy się Smuda". No tak, nawet stare baby wiedzą, że jesteśmy tak beznadziejni, że gola możemy strzelić tylko przypadkiem. Nie mowiąc już o tym koszmarnym według mnie "doping dajmy". Wiele rzeczy można dać, łącznie z dupą, ale na pewno nie doping.

Dlatego już chyba mam dobrą odpowiedź na pytanie z tytułu. Koko jako przyśpiewka/pioseneczka jest spoko. Ale jako piosenka piłkarska spoko już nie jest.

PS. Od kilku dni w necie furorę robi oficjalna europiosenka reprezentacji Irlandii. Także folkowa.



97% komentarzy jej dotyczących brzmi w ten deseń: "tak się to powinno robić! proszę, można zrobić na ludowo i bez obciachu!". W warstwie tekstowej się zgadzam, ale i tak mam ochotę krzyknąć: ludzie, weźcie nie krochmalcie, bo szkoda słuchać! Jaki folk ma Irlandia, a jaki Polska? Żaden wybór między oberkiem, a Bogurodzicą nie byłby dobry. Co za tym idzie to nie z piosenką jest coś nie tak, a z tym, że jak na złość telewidzowie postawili na folk. A przecież mogli na jakiegoś rapera. Już widzę te rapujące trybuny...

poniedziałek, 07 maja 2012

Wywiesiliście sześć lat temu biało-czerwone flagi pokazując, że kibicujecie naszym Orzełkom? Ja społecznej presji poddałem się dwa lata później i wywiesiłem. Bo co tu kryć, kibicowałem, jak chyba każdy.



Plus był dodatkowy, bo na tarasie dzięki tej operacji znalazło się trochę dodatkowego cienia dla mojego buldoga francuskiego:



Minęło kilka lat. Sporo się przez ten czas zmieniło, a ja mam już nowego buldoga francuskiego (choć niektórzy twierdzą, że to boston terrier, więc dla pewności nazywamy go bostonem francuskim, bądź buldog terrierem). Nie zmieniło się natomiast to, że będzie się on mógł wylegiwać na tarasie w cieniu następnej flagi. Wszak kolejne święto piłki nożnej za pasem, a wraz z nim solidna dawka sportowych emocji.

Z pewnością kojarzycie akcję 5 Stadion (tak, tak, możecie zaczynać w komentarzach; wiem, jestem okropny ;P). Miałem tu o niej napisać kilka dni temu podrzuciwszy przy okazji jakieś wideo ze spotkania z Luisem Figo i Marco Van Bastenem, ale na konferencję w końcu nie dotarłem i nic z tego nie wyszło. Szkoda, bo podobno Luis bardzo chciał mnie poznać ;P Cała akcja ma na celu przekonanie kibiców do wspólnej celebracji (ciekaw jestem, czy tylko ja nie lubię słowa "celebracja"?) piłkarskiego święta. Do tworzenia swoich własnych stadionów, którymi może być wszystko - kanapa przed plazmą w domu czy u sąsiada (lepiej u sąsiada, bo wtedy to on będzie musiał posprzątać), czy też wzięcie w posiadanie własne i kumpli najbliższego pubu z projektorem. Wszak piłka nożna powinna łączyć, a gdzie można zrobić to najlepiej niż u siebie w domu na własnych warunkach? Zresztą taki trend jest coraz bardziej powszechny, o czym świadczą niedawne badania, o których pisał matisitnik na swoim blogu o futbolu i nie tylko.

A jak najlepiej zamanifestować swoje kibicowanie i chęć symbolicznej pomocy Naszym? Można głośno, krzycząc po każdej ich bramce "GOOOL!" - pytanie tylko czy jakieś strzelą? Można też trochę ciszej przez wywieszenie w oknie, na balkonie i gdzie tylko przyjdzie do głowy biało-czerwonych flag, które utworzą tytułową Falę Flag. Tworzyły je sześć, cztery, dwa lata temu flagi, których do tej pory było aż 1,7 milionów. Ile będzie w tym roku? Zobaczymy. Jedno jest pewne, na zdobycie flag na własność będzie wiele okazji. Wystarczy kupić dwunastopak Tyskiego z flagą lub śledzić stronę całej akcji a będzie można m.in. zostać właścicielem egzemplarza z oryginalnymi autografami trzech legendarnych piłkarzy - Zbigniewa Bońka, Luisa Figo i Marco van Bastena.

16:35, quentiin , Różne
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 709