| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Inny ja
Reklama dźwignią handlu
Mecze na żywo
Najgłupsze notki
Sportowe blogi i serwisy
Sportowe filmy
EURO 2012
Tagi
wtorek, 24 czerwca 2014

Mundialowo co prawda od dłuższego czasu nieaktywne, ale na czas MŚ uaktywnił się Wizard, czyli koleżka, który wrzucał tu od czasu do czasu swoje komiksy. To dobra wiadomość, bo to fajne komiksy i warto rzucić na nie okiem.

Uaktywnienie się Wizarda można śledzić na SPECJALNIE ZAŁOŻONYM NA MŚ W BRAZYLII BLOGU, do którego prowadzi zalinkowany przed paroma słowami odnośnik, bądź też poniższy obrazek:
 

piątek, 13 czerwca 2014

No i się zaczęło - mundial ruszył. O tym, że jest to wydarzenie wyjątkowe nie trzeba nikogo przekonywać, ani szukać dowodów. Są na każdym kroku. Ot choćby ten wpis, pierwszy nie wiadomo od kiedy na Mundialowie. Co innego mogłoby się wydarzyć, żeby przekonać mnie do jego napisania? Trudno mi to sobie wyobrazić. Ba, może nawet na ten miesiąc blog odżyje na nowo? Niczego nie mogę obiecać, ale tego wpisu też się nie spodziewałem, a jednak powstaje. To i może większa aktywność, której się nie spodziewam również mnie zaskoczy?

Co konkretnie skłoniło mnie do nastukania kilku słów? Sędziowanie, nic oryginalnego, czego wszędzie by już nie roztrząsano na miliony sposobów. A konkretnie wpis twitterowy jakiegoś zdenerwowanego kibica Brazylii, że jego idole byli lepsi i strzelili o dwie bramki więcej od przeciwnika. A co za tym idzie ma dość już tego pieprzenia o tym, że będący w kiepskiej formie Japończyk zepsuł widowisko i ustawił wynik. Przecież i tak byłoby 2:1 dla Brazylii.

Ja wiem, bycie kibicem czasem zaćmiewa mózg i percepcja widowiska jest zupełnie inna od stanu faktycznego. Ale nawet to nie usprawiedliwia w moim odczuciu takiej opinii. Nie wiem, może cytowany kolega nigdy w piłkę nie grał albo nie potrafi zrozumieć podstawowych rzeczy, ale bronienie w ten sposób japońskiego arbitra mija się kompletnie z sensem. Osobiście nie mam raczej wątpliwości, że Brazylijczycy by tę zwycięską bramkę i tak wcisnęli, ale to również nie zmienia faktu, że Chorwaci po stracie bramki z karnego musieli zupełnie zmienić swoją grę, jeśli chcieli jeszcze zdobyć jakieś punkty. I trzeci gol Brazylijczyków był wypadkową tej właśnie zmiany gry Chorwatów, a nie gry Brazylii. Inaczej by się im grało, gdyby Chorwaci bronili pozytywnego dla nich wyniku. Oczywista wydawałoby się sprawa, a jednak nie do końca taka, czym dowodem zirytowani brazylijscy fani. No a konkretnie jeden, żeby być sprawiedliwym.

Fajnie, że rozpoczęły się MŚ, fajnie, że czeka nas solidna porcja dobrej piłki - niefajnie, że już od pierwszego meczu o obliczu finałowego wyniku decydują nie umiejętności piłkarzy, a nieumiejętności sędziów. Bo wczorajszy wynik - czy kanarkowi fani tego chcą czy nie - został wypaczony przez błędną decyzję arbitra przy karnym (resztę kontrowersji pomijam).

Winnych takiego stanu rzeczy nie trzeba daleko szukać. I niekoniecznie musi to być ten nieszczęsny Japończyk, który mógł się po prostu pomylić, nie zauważyć, źle ustawić, nie wytrzymać presji, być - po prostu - kiepski. Winą za taki stan rzeczy trzeba raczej obarczyć kulawy sposób doboru sędziów. Nie może być tak, że najważniejszy turniej piłkarski na planecie (póki co jeszcze Ziemi, ale Blatter już planuje kolejne podboje) nie sędziują najlepsi sędziowie na tejże planecie. Tylko jakieś wynalazki z reszty świata, która nigdy wielkiej piłki nie liznęła. Póki się to nie zmieni, takich wypadków przy pracy będzie więcej. Optymista powie, że to piłka nożna, błędy są częścią tej gry. Ale pesymista zauważy, że słabego sędziego łatwiej skorumpować, łatwiej poinstruować do sprzyjania gospodarzom, bez których mundial straci na klimacie. Przecież słabego sędziego wytłumaczy się tym, że jest słaby i dlatego się pomylił.

A idąc dalej: skoro przy doborze sędziów FIFA kieruje się jakąś tam sprawiedliwością - bez konkretnych rozgrywek, tylko pewnie na zasadzie wymyślnych współczynników czy bardziej widzimisiów kierowanych wdzięcznością za głos przy tym i tamtym wyborze połączonych z odgórnym założeniem, że każdy kontynent powinien być sędziowsko reprezentowany - to po co te wszystkie eliminacje do MŚ i wielorundowe rozgrywki piłkarzy, by ich drużyny dostały się na turniej finałowy? Ja żądam kilku miejsc dla drużyn z puli zespołów słabszych. Polski konkretniej! Skoro na mundialu może sędziować arbiter z Bahrajnu czy innego Burundi, to i nasi kopacze też powinni się tam znaleźć, a co! W imię sprawiedliwości i idei barona Coubertina. Prezes Boniek z pewnością zagłosuje na co będzie trzeba, żeby karma mu oddała tę dobroć.

Albo zrobić jeden wielki turniej eliminacyjny dla sędziów. Zebrać tych z całego świata (bez podziału na kontynenty, bo wtedy minie się to z celem) na dwa tygodnie i nagrodą dla najlepszych niech będzie sędziowanie na finałach MŚ. Powinno trochę pomóc w tej nieszczęsnej kwestii.

PS. Rozstrzyganie sporów przy pomocy powtórek wideo uważam, że sprawy też do końca nie rozwiąże. Głównie dlatego, że sam nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to miało wyglądać. A konkretniej podjęcie decyzji o tym, że jedna sytuacja nadaje się do powtórki wideo, a druga nie. Już słyszę te głosy niezadowolonych kibiców, piłkarzy, trenerów, którzy narzekają, że jakiejś tam w ich mniemaniu sytuacji spornej nie zrewidowano. Bo choć po meczu każdy mądry co do tego, które sytuacje trzeba by na spokojnie powtórzyć przed podjęciem decyzji, to myślę, że w trakcie jego trwania nie byłoby to takie hop siup. W ferworze emocji co pięć minut ktoś widziałby coś spornego. I już wyobrażam sobie tych wkurwionych reklamodawców, którzy reklamę podpasek trzymających mocz w majtach wykupili dokładnie na 21.51, bo wg badań to właśnie o tej godzinie telewizję oglądają laski, które mają problem z tym nieszczęsnym moczem. Z powtórkami wideo nie dałoby się tego kontrolować. Godziny pokazania reklamy, a nie moczu ;). 

niedziela, 17 listopada 2013

Dawno mnie tu nie było, bardzo dawno. Tak dawno, że nawet nie będę sprawdzał jak dawno, żeby się nie przerazić. A teraz jestem, bo poczułem dziwną chęć podzielenia się paroma laickimi opiniami na temat startu Adama Nawałki w roli selekcjonera kadry. A właściwie to jedną laicką opinią.

Mój stosunek do kadry niewiele się zmienił od czasu wpisu "Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". Zasadniczo podczas meczów reprezentacji nie odczuwam już żadnych emocji i można nawet powiedzieć, że oglądam je tylko dla beki. A nawet nie to, bo zwykle jednym okiem patrzę, a drugim robię co innego. Postawa niegodna kibica, napisałby na twitterze Klich, ale mam to głęboko w nosie. Dostaję marny produkt, którego nie chce się oglądać, więc traktuję go zupełnie bezemocjonalnie i bez zrozumienia dla biednych, uciskanych przez kibiców piłkarzy. A na trybunach pewnie też bym gwizdał. Z tą różnicą, że mi szkoda kasy na oglądanie takich widowisk. Pogwizdać mogę sobie w domu.

Ale nie o tym miało być.

W kadrze pojawił się nowy selekcjoner, który wzbudził powszechną nadzieję na to, że u niego nie będzie opieprzania się, grania na pół gwizdka i unikania gryzienia trawy. Może nie będzie wyników, ale chłopaki oddadzą serce dla kadry. Budujące, ale jest jedno ale - żeby się nie opieprzać i harować przez 90 minut trzeba mieć końskie zdrowie. Tak samo jak trzeba mieć końskie zdrowie do takiego grania, jakie serwuje nasza reprezentacja w ostatnich meczach, także tym ze Słowacją już za Nawałki. A taktyka w nich była z grubsza taka sama.

Wiadomo, Polska to kraj 40 milionów selekcjonerów, z których każdy zna się na piłce najlepiej. Liczne wywiady, analizy w programach telewizyjnych itp. próbują nas przekonać, że trenerem nie można być oglądając mecz w telewizorze. Na trenerce trzeba się znać, zjeść zęby na taktyce, wylać na treningach litry potu setek zawodników i zauważać niuanse taktyczne, których przysłowiowy Janusz nie dostrzeże. Wszystko fajnie, ale znów, dlaczego ci trenerscy specjaliści w kadrze sprawiają wrażenie, że nie mają pojęcia o najprostszych rzeczach (polski piłkarz to człowiek, który się męczy), a taktyka przez nich przygotowana jest identyczna i zupełnie na przekór tym najprostszym rzeczom?

W skrócie można ją określić tak: od pierwszych minut rzucamy się pressingiem na przeciwnika i nie dajemy mu nawet dychnąć w rozgrywaniu piłki. Biegamy za przeciwnikiem, uprzykrzamy mu życie, kopiemy po kostce, gdy trzeba i z pressingu natychmiast przechodzimy do ataku z obowiązkowym użyciem skrajnych obrońców. Koniec standardowej taktyki Polaków w ostatnich meczach.

Tylko teraz dwie sprawy. Ta taktyka jest fajna, gdy uda się w tych pierwszych minutach strzelić gola. Wtedy po meczu jest szansa na brylowanie w wywiadach, że taktyka okazała się słuszna, z analizy przed meczem wynikało, że rywal stłamszony łatwo się gubi, a szybko zdobyta bramka ustawi cały mecz. Drużyna wykonała tę genialną taktykę wzorowo, a kibice przed 90 minut bez przerwy śpiewali na trybunach Mazurka Dąbrowskiego wstawiając w miejsce Dąbrowskiego nazwiska polskich reprezentantów. Po zdobyciu bramki przeszliśmy do ukochanego przez Polaków kontrataku i 90 minut cudu, miodu i orzeszków... Co jednak, gdy w pierwszych minutach meczu, mimo biegania i wściekłego pressingu nie uda się strzelić gola? Tu pojawia się drugi z ww. problemów - wytrzymałość i kondycja. A naszym piłkarzom z uporem maniaka zaczyna jej brakować już w 30 minucie spotkania. I jeśli do tej pory nie prowadzimy, to potem prawie pewne, że przegrzmocimy.

Dlaczego więc nasi pod kolejnymi trenerami grają tak samo (z taktycznych nowinek ulubionych od lat przez naszych selekcjonerów jest jeszcze mityczna wymiana pozycji, czyli zamiana prawego pomocnika z lewym i vice versa)? Bez głowy rzucają się na przeciwnika, gra i owszem, momentami wygląda imponująco, ale potem ktoś wyjmuje wtyczkę z prądu. Gdzie tu sens, gdzie tu logika? Wykonawców mamy jakich mamy i żaden trener z przeciętnych piłkarzy nie zrobi Zlatanów. Ale żeby choć spróbować to zrobić trzeba zastosować taktykę ustawianą pod naszych piłkarzy, a nie piłkarzy ustawiać pod taktykę. Szczególnie ze taktykę już dawno zdartą. Taktykę: "Wypruć się po 30 minutach". 

niedziela, 04 sierpnia 2013

O "Będziesz legendą, człowieku" było głośno odkąd tylko ten tytuł pojawił się w świadomości kinomanów i kibiców. Wybitny dokumentalista Marcin Koszałka dostał zgodę na towarzyszenie Reprezentacji Polski w trakcie przygotowań do EURO 2012 i już podczas trwania turnieju. Ze swoją kamera miał wjazd wszędzie, łącznie z gabinetami masażystów czy prywatnymi pokojami piłkarzy. Jednym słowem: żyć nie umierać. Wygramy - będzie świetny dokument. Przegramy - będzie świetny dokument.

Niestety te nieograniczone możliwości okazały się właściwie niepotrzebne. Bo zamiast dokumentu o EURO jest dokument o Damienie Perquisie (największy wygrany ME - załapał się do kadry dzięki polskim korzeniom i jeszcze film o nim nakręcono!), a Koszałka, co dziwi choć nie powinno, sięgnął do swoich korzeni i wybitnego "Takiego pięknego syna urodziłam" kręcąc w zasadzie jego sequel. Czarnym charakterem filmu jest ojciec piłkarza, a najważniejszym morałem jest płynąca z jego zapłakanej twarzy rada, żeby Damien kochał swoje dzieci czy coś w ten deseń. No super.

Dodany na drugiego bohatera Wasyl pojawia się zupełnie przypadkowo jak wyrzut sumienia reżysera, który przypomniał sobie, że o EURO miał film zrobić.

Dokumenty ż rządzą się swoimi prawami i nie ma nic dziwnego w tym, że reżyser nie wybrał drogi na skróty, której wielu mogłoby się spodziewać. Mógł przecież zrobić wywiad z Natalią Siwiec i pobić się na moście z ruskimi kibicami. Byłoby to mniej ambitne, ale może ciekawsze od zlepku różnych randomowo wybranych scen połączonych nic nie wnoszącymi do filmu kiepskimi animacjami. Zaskakujące, że w ogóle znalazł się dla nich czas w tym krótkim przecież, bo 75-minutowym filmie. Epokowe wydarzenie bez precedensu w polskim sporcie, a tu animki.

Koszałka stara się odbrązowić żywot piłkarzy, który powszechnie wydaje się być "życiem jak w Madrycie". Dużo zarabiają, nic nie robią, finał. Nie. Tutaj snują się pustymi korytarzami hotelowymi, odbijają (samotnie, a jakże) piłkę w odrapanych pomieszczeniach przypominających kanały (te sceny to po EURO już chyba nakręcono, bo nie wierzę, żeby w trakcie turnieju reżyser ciągał Wasyla po takich miejscach), mają różne głębokie przemyślenia podkreślane dobitnymi kurwami. Niestety, średnio przekonywujące to dla mnie (poza tymi kurwami), jakby na siłę za pomocą metafor i wyciszonego tumultu trybun do pojedynczych odgłosów sapania konkretnych piłkarzy (nieźle ktoś się musiał bawić dubbingując Karagounisa) chciał zrobić kolejny diament polskiej szkoły dokumentu. Niestety, wiadomo, że życie piłkarzy aż tak beznadziejne nie jest i proszę nas nie zmuszać do tego, żeby im współczuć tej mordęgi niewątpliwie jaką było dla nich EURO i w ogóle kariera piłkarska. Perquis to tutaj prawdziwe dziecko wojny - połamana ręka, skopany, wyszydzany przez masażystów - no dramat! W przeciwieństwie do kolegów z reprezentacji, którzy jeśli się pojawiają to grają na konsoli. Ale nie pasując do ogólnie przyjętej narracji szybko i bez słowa znikają.

A jak już coś mówią to narzekają, że Tytoń się wypromował broniąc karnego. Nikt wam nie bronił wypromować się strzelając po trzy gole, c'nie?

Zawiodła Reprezentacja, zawiódł Koszałka. Taki sam film by nakręcił i bez zgody na przeszkadzanie piłkarzom w przygotowaniach. Wystarczyło łazić z kamerą za Grzegorzem Lato i już byłby dużo lepiej.

22:39, quentiin , Filmy
Link Komentarze (26) »
wtorek, 16 lipca 2013

W przededniu ligi startu wspomnienie moje chłoszcze
Łomot, jaki dostałem od kolegi Bartoszcze.
Miesięcy było trzeba, bym znów doszedł do siebie -
Tak długo niemoc trzyma, gdy On mocno przyj... ten tego ;P.
Dlatego czas upłynął, lecz ja nie zapomniałem
Zapłacić za wciry tym, co sam Mu obiecałem.
Rozłożył na łopatki bez żadnych pomagierów
W konkursie "Wygraj Ligę" grających z Nim blogerów.
Zaszczytne miejsce pierwsze Jego było udziałem,
Szans nie dał mi najmniejszych, choć mocno się starałem.
Dziś nie mam wątpliwości, że Gracz to pierwszej klasy -
Się z Nim nie zakładajcie, bo Was oskubie z kasy.
Tak jak skubał z godności, tych co się z Nim zmierzyli,
A swe zranione ega długo będą leczyli.
I nowa gdy edycja nadchodzi wielkim krokiem,
Jeśli chcecie ją wygrać - omijajcie Go bokiem.
Bo równych sobie nie ma i wszystkich ostro młóci:
Z walki z Panem Bartoszczem zwycięski nikt nie wróci. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 1026