Blog > Komentarze do wpisu

(video) Był sobie Wojtek Kowalczyk

W końcu zaczął się mecz. Stadion - grywałem na lepszych. Ale nie powiem, ładny i duży. My w Polsce mamy albo ładne, albo duże. A tam potrafili połączyć przyjemne z pożytecznym. Na trybunach 45 tysięcy ludzi - jest dla kogo grać! Mija pierwsza połowa, w szatni trener nic mi nie pokazuje - cholera, jeszcze nie wchodzę. Poszedłem się jednak rozgrzewać - w końcu dał słowo, że mnie wpuści. 60 minuta - nic. 70 minuta - nic. Co jest grane? No, wreszcie! Kwadrans przed końcem trener mnie zawołał. Kilka klepnięć w plecy, zastępujących język hiszpański. - Dobra, teraz patrzcie! - i wbiegłem. Z trybun doszedł do mnie tumult braw, wiedziałem, że wszyscy patrzą właśnie na niepozornego Polaka. - Tylko dajcie mi piłkę - marzyłem. W końcu poszła akcja prawą stroną boiska, dośrodkowanie na krótki słupek. Uprzedziłem bramkarza i starałem się trafić pod poprzeczkę, ale kąt był tak ostry, że wydawało mi się, iż nic z tego. Uderzyłem. Chwila niepewności, ale ludzie się cieszą. Jest! Znowu gol w debiucie! Sporting Gijon rozgromiony.



Derby w tym mieście zawsze smakowały wyjątkowo, a ja od początku kariery doskonale się czułem w wyjątkowych meczach. Ten z Sewillą wygraliśmy 2:1, sam strzeliłem drugiego gola. Dostałem piłkę w polu karnym, nie miałem czasu, aby spojrzeć, jak ustawiony jest bramkarz. Uderzyłem na siłę, przypadkiem, bez celowania - wpadła gościowi między nogami! Tak to już bywa, że jeden będzie strzelać bez celowania całe życie i tylko sobie krzywdę zrobi, a inny jak nie kopnie, tak wpada - i do tej drugiej grupy należałem ja! Zresztą, tak szczerze, to prawie żaden piłkarz oddając mocny strzał nie celuje. Wie gdzie jest bramka i tyle - raz wpadnie po widłach, a raz pójdzie w sam środek. Takich, którzy potrafią naprawdę kontrolować dokładny kierunek piłki, jest na świecie bardzo niewielu - Sinisa Mihajlović i nie wiem, kto jeszcze. Nie tak dawno Sylwek Czereszewski strzelił w Krakowie bramkę po huknięciu w samo okienko. Nikt mi nie powie, że on tam celował. Po prostu prawie nie trafił w bramkę! Ot, i cała zasługa.



Pierwszy sezon w Betisie był bajeczny. Jako beniaminek zajęliśmy trzecie miejsce w lidze. Nie strzelaliśmy dużo bramek, chyba mieliśmy rekordową liczbę remisów 0:0, ale prawie w ogóle nie przegrywaliśmy. Grałem dobrze, może bardzo dobrze, choć na pewno nie tak, jak sobie wymarzyłem. W klubie byli jednak ze mnie zadowoleni.




wtorek, 20 maja 2008, quentiin
(video) Był sobie Wojtek Kowalczyk




TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: