Blog > Komentarze do wpisu

Powieść w odcinkach (3) - Dżordż Orłel - "Rok 2012"

Część 1, 2

"Pomarańczowi i ich najsilniejsze ogniwo - znowu razem, w drodze po Mistrzostwo. Czy podaliśmy Holendrom zwycięstwo na srebrnej tacy?”. Biskup Dominik Czartoryski jeszcze raz zerknął na nagłówek felietonu Dariusza Szpakowskiego z serii „Autostradą do Mistrzostw”, po czym wybił gazetę na rzut rożny przestronnego, świeżo wysprzątanego pokoju. Mądry Polak po szkodzie - pomyślał. Szary człowiek nazwałby ten pokój salą.

Czartoryski zaczął sobie przypominać najważniejsze informacje dotyczące Holandii. Bezwyznaniowcy 50%, katolicy 20%, reszta wyznaje holenderski kościół zreformowany. Jedna z najsilniejszych drużyn tegorocznych, Naszych mistrzostw. Ten ostatni fakt Dominik „Czarter” Czartoryski zamierzał zmienić za chwilę, na pozostałe przyjdzie czas. Z rozmyślań wyrwał go krystalicznie czysty dźwięk dochodzący z interkomu.
- Już jest, wprowadzić go? - Zmysłowy głos nowej asystentki nie robił na biskupie większego wrażenia.
- Niech jeszcze poczeka - odparł i ponownie zatopił się w miękkim, skórzanym fotelu.

Droga do Mistrzostw 2012 była drogą Dominika Czartoryskiego. Nie miała co do tego wątpliwości opinia publiczna, tym bardziej nie miał on sam. Kiedy pięć lat temu ogłaszano organizatora przyszłych mistrzostw, Czartoryski, wówczas ksiądz, nudził się potwornie na kongresie nowych mediów. Ojciec Rydzyk nie pofatygował się tam sam, miał za to wysłanników. Jedyny pożytek z tego spotkania był taki, iż na kongresie nowych mediów nie zabrakło radia. 2012! Czartoryski nie mógł uwierzyć, chociaż wiarę dotąd uważał za swoją najmocniejszą stronę. Poza miłością do piłki nożnej oczywiście. Prasa nadała mu przezwisko Czarter, gdyż jego samoloty zawsze stoją do dyspozycji reprezentacji Polski. Dominik lubił swój pseudonim.

W tamtym momencie, oprócz jedynej szansy na występ Polaków w Mistrzostwach Europy, widział pieniądze. Piłkarze musieli gdzieś grać i odpoczywać. A środki na ten cel musiały się znaleźć. Tymczasem nowoczesny hotel, luksusowy ośrodek odnowy biologicznej i największe zgromadzenie terenów zielonych w całej Warszawie były dostępne tylko w planach. Świątynia Opatrzności Bożej. Jej ukończenie Czartoryski uważał za swój największy sukces. Dokonał czegoś, co nie udało się nikomu od ponad dwustu lat. Pozyskanie rządowych funduszy na ten cel okazało się łatwe. Mając za przyjaciela ojca Rydzyka, wszechstronne wykształcenie, klasę i zbliżające się Mistrzostwa Europy w perspektywie, miało się u swoich stóp wszystkich – od polityków po brukowce. A od niedawna siedzibę w Świątyni Opatrzności, w której można było urządzać modne w całej Europie przyjęcia. Jeśli na któreś z nich dostałeś zaproszenie, to znaczy, że byłeś kimś. Czartoryski lubił się otaczać arystokratycznymi krewnymi z całej Europy, znanymi aktorami, projektantami mody, osobistościami ze świata sportu. I miał w nich dozgonnych przyjaciół. Z jednej z takich przyjaźni zamierzał właśnie skorzystać.
- Dobra, wpuść go - oznajmił biskup w kierunku białej maszyny wielkości piłki golfowej. Chwilę później w ogromnych drzwiach pojawił się siwy, najwyraźniej nieco zmęczony życiem człowiek.
- Myślisz, że mam cały dzień? Że akurat teraz mam czas na siedzenie w holu? Nie mam kiedy podrapać się po dupa, taka jest prawda! - Mężczyzna w pogniecionym garniturze zaczął od krzyku i kontynuował swoją przemowę jeszcze jakiś czas, dopóki Czartoryski nie uciszył go jednym skinieniem. Łamana polszczyzna przybysza zaczynała go drażnić.
- Widziałem wasz trening, jestem pod wrażeniem. Drinka? - Nie czekając na odpowiedź ciągnął dalej. - Na moich imprezach zawsze byłeś zrelaksowany i takim chciałbym cię widzieć teraz. O, jak tu.
Palec biskupa sięgnął do pilota i po chwili na panoramicznym telewizorze zamontowanym na jednej ze ścian leciały fragmenty przyjęcia sprzed roku, bynajmniej nie jego oficjalnej części. - Czego się nie robi dla biesiadników, co? - Dominik uśmiechnął się widząc coraz bardziej bladą twarz swojego gościa. - Widzisz, wygląda na to, iż twój kontrakt z reprezentacją Polski jeszcze nie wygasł. A odkąd trenujesz Holandię, dostrzegam tu pewien konflikt interesów, który musimy zażegnać. No, chyba, że chcesz zobaczyć swoje wyczyny na telebimie w inauguracyjnym meczu, Beenhakker.
gambit

CDN
czwartek, 26 kwietnia 2007, quentiin
Powieść w odcinkach (3) - Dżordż Orłel - "Rok 2012"




TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: