Blog > Komentarze do wpisu

Sportowe filmy (1) - "Rocky"

Maraton trzech z rzędu sportowych filmów w TVP1 podsunął mi do głowy pomysł na nową serię notek na tym blogu. Notek, jak widać, dotyczących sportowych filmów. Nie mam bladego pojęcia jaką formę przyjmą kolejne notki z tego cyklu i czy w ogóle będą kolejne notki, ale co szkodzi zacząć. Szczególnie, że zabieram się do tego już od czterech dni. No to zacznijmy może, zamiast stukać przydługie wstępy, które zniechęcą do dalszego czytania.

"Rocky"

Dawno, dawno temu, bo równo trzydzieści lat temu, niespodziewanym królem box-office'owego polowania był film napisany przez nikomu nieznanego aktora, który do tej pory pojawiał się w niskobudżetowych produkcjach soft-erotycznych czy na siódmym planie filmów, nazwijmy to, normalnych. Fakt, faktem udało się mu wystąpić np. u Woody'ego Allena w "Bananas" w wielce znaczącej roli młodocianego chuligana z metra, czy w filmie ze stajni króla niskich budżetów Rogera Cormana (facet miał wybitny talent - potrafił nakręcić film w trzy dni, a zaczynały u niego takie sławy jak chociażby Jack Nicholson) "Death Race 2000", w którym bohater tej notki zagrał jedną z głównych ról obok Davida Carradine, ale w roku 1976 nazwiska Sylvester Stallone nie znał prawie nikt. Wkrótce to miało się jednak zmienić.

Na pomysł napisania filmu o marnej jakości bokserze dorabiającym jako egzekutor długów, który nagle dostaje szansę na walkę o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, Stallone wpadł po obejrzeniu walki Chucka Wepnera z wielkim Muhammedem Ali w marcu 1975 roku. Wepner wytrzymał wtedy dzielnie przez całe piętnaście rund i stał się inspiracją dla scenarzysty. Stallone nie przypuszczał pewnie wtedy, że ów prosty pomysł przez kolejne lata wykorzysta jeszcze w przypadku kilku innych filmów, które napisze - nawet tych nie związanych z boksem. Zresztą, któż to mógł wiedzieć, że publiczność zostanie oczarowana historią prostolinijnego boksera z Filadelfii. Tak czy siak, jak to w bajkach bywa, pomysł napisania takiego filmu, nie był jedynym dobrym pomysłem, który przyszedł do głowy Sylvestrowi. Kto wie czy nie jeszcze lepszym pomysłem był warunek, który aktor postawił przyszłym producentom filmu po tym, jak już zostali oczarowani scenariuszem. Sprytny aktor wymyślił sobie bowiem, że odsprzeda scenariusz tylko pod warunkiem, że sam będzie mógł wystąpić w roli głównej. Producenci woleli co prawda w tej roli Ryana O'Neala, którego po "Love Story" kochał cały swiat, ale kiedy wabik w postaci 150.000$ nie podziałał na Stallone, postanowili spuścić z tonu i dać rolę Rocky'ego Balboa temu, kto ją wymyślił. I tak rozpoczęła się historia tego filmu, o którym chyba każdy słyszał.

Budżet pierwszego (potem jak każdy wie były kolejne części) filmu o Rockym nie był wielki, bo ledwie przekraczał jeden milion dolarów. Tak samo kręcenie filmu nie potrwało długo, bo zaledwie 28 dni. Wszystko to nie wskazywało na to, że właśnie tworzy się historia nie tylko filmu sportowego, ale i kina w ogóle. Mały budżet, krótki plan zdjęciowy, nieznany aktor w roli głównej... Czasem jednak niespodzianki się zdarzają. W czasie kręcenia filmu chyba jednak nikt nie wierzył w żadną niespodziankę, bo nie wszystko szło zgodnie z planem. Według zamierzeń producentów filmu tuż przed finałową walką pomiędzy Rockym, a Apollo Creedem na ringu miało pojawić się kilku prawdziwych mistrzów świata w boksie. Niestety, w czasie kręcenia tej sceny mogli liczyć jedynie na udział pochodzącego z Filadelfii, tak jak i sam Rocky, Joe Fraziera. Czas pokazał, że ci, którzy się wtedy nie pojawili pewnie teraz plują sobie w brodę. Problemy zresztą nie kończyły się tylko na tych epizodycznych rolach. Także odtwórcy głównych ról zostali wyłonieni tuż przed rozpoczęciem zdjęć, a zarówno Talia Shire czyli filmowa żona Rocky'ego, jak i Carl Weathers, czyli niepokonany czarnoskóry mistrz świata, Apollo Creed, początkowo w ogóle nie byli brani pod uwagę, a na planie pojawili się dopiero wtedy, gdy początkowo wybrani Carrie Snodgress i Ken Norton, były mistrz świata w wadze ciężkiej, odpowiednio zażądali za dużo pieniędzy lub zrezygnowali z udziału w przedsięwzięciu.

No, a potem wszystko potoczyło się jak w pięknym śnie. Krytycy pisali dobre recenzje, widzowie walili do kin drzwiami i oknami, a kulminacją była ceremonia rozdania Oscarów, w której najlepszym filmem 1976 roku uznano właśnie "Rocky'ego". Kolejne Oscary do kolekcji dorzucili John G. Avildsen za reżyserię, oraz Richard Halsey i Scott Conrad za montaż. Oprócz tych kategorii, "Rocky" otrzymał także kilka nominacji. Sylvester Stallone został nominowany do Oscara w kategoriach najlepszej roli męskiej, oraz (jako autor, a nie jako scenariusz) najlepszego oryginalnego scenariusza (tym samym stał się trzecią osobą na świecie, która w tym samym roku dostała nominacje do tych dwóch kategorii - po Charlie Chaplinie ["The Dictator"] i Orsonie Wellesie ["Citizen Kane"]). Do Oscara nominowani zostali również Talia Shire (najlepsza aktorka pierwszoplanowa) oraz Burgess Meredith i Burt Young (najlepszy aktor drugoplanowy). Listę nominacji zamykają autorzy muzyki i ekipa odpowiadająca za dźwięk. Najbardziej jednak miarodajnym sukcesem był wynik jakim "Rocky" mógł się pochwalić w kategorii "miliony zarobione na filmie". Ten nakręcony za 1.1 mln. dolarów film zarobił trochę ponad 117 milionów. Sylvester Stallone z nieznanego nikomu aktora stał się z miejsca najbardziej rozchwytywaną gwiazdą filmową, przyszłą ikoną amerykańskiego kina czasów prezydentury Ronalda Reagana, a "Rocky" doczekał się pięciu kolejnych części, z których premiera ostatniej (jak na razie?) przewidziana jest na grudzień tego roku. Zresztą o kolejnych częściach przygód dzielnego boksera jeszcze bedzie można poczytać na tym blogu.

środa, 25 października 2006, quentiin
Sportowe filmy (1) - "Rocky"



Polecane wpisy

  • Będziesz legendą, człowieku

    O "Będziesz legendą, człowieku" było głośno odkąd tylko ten tytuł pojawił się w świadomości kinomanów i kibiców. Wybitny dokumentalista Marcin Koszałka dostał z

  • WFF - Stoichkov

    "Jestem pewien, że Itso zrobił karierę, bo dostawał ode mnie po uchu. No i miał talent. Nie można dać cieśli piłki i lać go regularnie po łbie. Nie zostanie dob

  • Ramadandu, czyli piłka nożna po indyjsku

    (via Q-Blog ) Wpadł mi w łapy zupełnym przypadkiem i nie mogłem tak po prostu zignorować tollywoodzkiego filmu o piłce nożnej. Szkoła w małej wiosce. Uczniowie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/10/25 20:12:50
A miało być tak pięknie w 5, miał umrzeć... fajne zamknięcie serii... ale nie, oglądajmy dziadka dalej ;)